Foto

Niewolnicy strachu


Link 14.12.2008 :: 18:51 Komentuj (0)
Kontynuując myśl jednego z poprzednich wpisów: dlaczego ludzie wybierają fikcję, zamiast ruszyć na poszukiwanie prawdziwej przygody? Spójrzmy na nasze społeczeństwo. Co łączy większość tych ludzi, na pozór tak różniących się od siebie? Ludzi, którzy potrafią rzucać w siebie kamieniami z powodów różnic światopoglądowych, religijnych, czy politycznych. Moim skromnych zdaniem, jest jeden wspólny mianownik: strach. Specyficzny rodzaj strachu. Nie lęki pokroju arachnofobii, nie religijna bojaźń Boża, nie ma to również nic wspólnego z wampirami, duchami i resztą straszydeł rodem z horrorów.

Żeby uzmysłowić sobie, o jakim strachu mowa, najlepiej przeanalizować kilka przykładów. Sytuacja pierwsza: w firmie, w której się pracuje, nagle pojawiają się pogłoski o zbliżających się zwolnieniach. Większość pracowników zaczyna się bać i snuć domysły, na kogo padnie. Pytanie, po co? Człowiek, który się nie boi machnąłby ręką mówiąc: „nawet jeśli mnie zwolnią, co z tego? Znajdę nową, lepszą pracę, w której docenią mój wysiłek.” Zmiana jednego etatu, na drugi, tak naprawdę niczego w życiu nie zmienia.

Przykład drugi: jak lokuje swój kapitał większość społeczeństwa? Najczęściej w bankach – jest to sposób, który przynosi minimalny zysk, ale gwarantuje brak strat. Niektórzy wpłacają oszczędności na fundusze inwestycyjne. Ten sposób daje zysk (choć niewielki) i niewielkie też jest ryzyko utraty pieniędzy. Ludzie po prostu panicznie boją się utraty pieniędzy i dla nich kluczowym czynnikiem jest bezpieczeństwo. Oczywiście ma to swój sens. Wszystko zależy od tego, kto ma jakie aspiracje. Robert Kiyosaki napisał wprost: „nigdy nie spotkałem bogatego człowieka, który nigdy nie stracił pieniędzy”. Oto jeden z powodów, dla których bogacze stanowią tak niewielki procent społeczeństwa. Cała reszta jest sparaliżowana przez strach.

Takie przykłady można mnożyć. Dlaczego część ludzi tkwi w związkach, chociaż te związki wcale ich nie uszczęśliwiają? Wręcz przeciwnie, powodują smutek i przygnębienie. Jednak są razem, mimo, że się sobą ewidentnie męczą. Są związani strachem, boją się zmian. To właśnie z tych samych powodów, przedkładają fikcję nad rzeczywistość. Fikcja jest bezpieczna, nie ma tam bólu, cierpienia, a przede wszystkim nie ma ryzyka. Zastanawiać może jedynie fakt, dlaczego ludzie tak bez oporów się z tym godzą? Dlaczego nie próbują walczyć ze swoim strachem? Zamiast tego wybierają iluzję bezpieczeństwa: praca na etacie, emerytura, ubezpieczenie zdrowotne. Człowiek wymyślił system opieki, który miał mu pomóc i stał się niewolnikiem własnego wynalazku. Zbudował sobie przytulne gniazdko, a teraz boi się wychylić stamtąd głowę. Jednak świat należy właśnie do tych, którzy pokonali swój strach i ruszyli na podbój rzeczywistości.

Choroba i wolność


Link 12.12.2008 :: 18:28 Komentuj (1)
Wirusowe zakażenie przewodu pokarmowego, potocznie zwane „grypą żołądkową” nie jest przyjemne. Przez kilkanaście godzin w układzie trawiennym chorej osoby przebiegają najbardziej nieprzyjemne procesy z możliwych. Dodatkiem do tego jest ból i wysoka gorączka. Jednak, żeby zbytnio nie demonizować, trzeba dodać, że dolegliwość ta równie szybko się kończy, jak zaczyna.

Kniaź szczęśliwie przetrwał te wszystkie okropności i wyleguje się na zwolnieniu lekarskim. Jest mu dobrze. Mimo, że jest odcięty od świata (wszak nie wie, czy przestał już zarażać, czy może jeszcze nie), jest na diecie (coby nie spowodować nawrotu choroby) i z tychże powodów, najbliższy weekend spędzi w domu. Jednak samo wydłużenie okresu wolnego od pracy wywołuje falę wewnętrznej radości.

Cóż, Kniaź nie przepracował na etacie nawet roku, a już ma dość. Broni się rękoma i nogami przed wpadnięciem do etatowego bagna. Przed pogodzeniem się z „syndromem poniedziałku” i smętnym odliczaniem lat pozostałych do emerytury. Perspektywa straszna. Można by rzec, że mordercza. Mało jest rzeczy, które tak skutecznie zabijają radość życia niż wizja robienia mało interesujących rzeczy, w celu zarobienia paru złotych.

Uciec przed tym nie jest łatwo. Zwłaszcza, gdy w najbliższym otoczeniu brak jest osób, którym to się udało i od których można się czegoś w tym kierunku nauczyć. Ba, nawet brakuje tych, które z taką samą zawziętością chciałyby z tego uciec. Jeśli trafia się ktoś wolny od etatowej harówki, to najczęściej są to studenci, albo osoby, które gdzieś tam sobie dorabiają i nigdy nie mają pieniędzy. Bynajmniej to nie jest wyjście z sytuacji. Kniaź jednak się nie podda, będzie dalej brnął naprzeciw rzeczywistości. Pewne plany powoli kiełkują, niedługo nadejdzie czas, by je zweryfikować.


Na kraniec świata


Link 30.11.2008 :: 22:04 Komentuj (0)
Jednym z moich największych marzeń jest podróż na Syberię. Gdy zaczytam o tym mówić, zazwyczaj na twarzach rozmówców pojawia się nutka zdziwienia: "Po co tam się chcesz pchać? Zimno, komary jak helikoptery, brak cywilizacji, et caetera...". No właśnie, po co? Dobre pytanie.

Gdy zapytano jednego z najwybitniejszych alpinistów George'a Mallory'ego, po kiego diabła chciało mu się wspinać się na Mount Everest, odparł krótko: "because it is there". "Bo on tam jest" - właściwa odpowiedź, którą można uzasadnić wszelaką chęć włóczęgi po górach, pustyniach, dżunglach i innych mało przyjaznych miejscach. Niestety, większość ludzi tego nie zrozumie, więc zanurkujmy bardziej w temat... z innej perspektywy.

Dlaczego tak wielką popularność zdobywa szeroko rozumiana fantastyka: literatura, kinematografia, gry komputerowe, RPG, muzyka? Co skłania ludzi do tego, żeby wydać ciężko zarobione pieniądze na książkę, w której drużyna dzielnych wojowników walczy ze złym czarnoksiężnikiem? Przygoda? Chwilowe wyrwanie się ze szponów szarej codzienności? Bo przecież fantastyka to coś więcej niż wytyczone gatunki takie jak fantasy, czy science-fiction. Przygody agenta 007, czy tanie romansidło klasy "B", to również ucieczka przed rzeczywistością. Nawet jeśli akcja toczy się w "naszym" świecie i w "naszych" realiach.

Przynajmniej na chwilę Pani Jadzia przestaje być szarą księgową pochłoniętą grzebaniem w papierach i może pomarzyć o kochanku, który zabierze ją w romantyczną podróż na białym rumaku. Z kolei Pan Jerzy, który codziennie stoi za ladą w sklepie z warzywami, może na chwilę "przenieść się" do rzeczywistości agentów FBI, którzy ratują świat przed międzynarodowymi spiskowcami. Gdy filmy się skończą, oboje powrócą do swojego monotonnego życia, wypełnionego pracą, codziennymi obowiązkami, z chwilami przerwy na małe przyjemności takie jak: sex, czy kolejna podróż w świat filmowej fikcji.

Jednakże taka "ucieczka" to iluzja, fatamorgana. Cały czas jesteś tym samym człowiekiem i siedzisz sobie w wygodnie w fotelu. Jednak są ludzie, którzy chcą w pełni zakosztować smaku przygody. Którzy po prostu zakładają plecak i ruszają w nieznaną dal. Mimo, że białe plamy na zawsze zniknęły z map naszej planety, to nadal istnieją miejsca bardziej fantastyczne, niż niejeden świat z kart powieści fantasy. Różnica polega na tym, że czytanie książki przypomina lizanie cukierka przez szybę, a wyruszenie samemu na poszukiwanie przygody, pozwala w pełni cieszyć się smakiem.

C.d.n. (czyli dlaczego większość ludzi woli iluzję przygody, od prawdziwej przygody).

Życiowej przewrotności ciąg dalszy...


Link 25.11.2008 :: 22:48 Komentuj (0)
Dlaczego największa ochota na pisanie notek przychodzi w najmniej odpowiednich ku temu momentach? Najciekawsze pomysły zwykle pojawiają się w głowie Kniazia, gdy ten ma zamiar właśnie przekroczyć barierę snu, lub budzi się w nocy. Trzeba tu dodać, że Kniaź ma zwyczaj budzić się w nocy i po chwili zasypiać ponownie. W takim momencie sięgnięcie po kartkę i długopis, nawet jeśli te artefakty spoczywają pod poduszką, jest nie lada wysiłkiem. Niestety po normalnym, rannym przebudzeniu, po genialnych pomysłach nie zostaje żaden ślad.

Innym miejscem, sprzyjającym twórczemu myśleniu, jest prysznic. Prysznic, poza właściwościami relaksacyjnymi, ma tę zaletę, że pozwala odciąć się od otoczenia. Szum strumienia wody tłumi dźwięki, przez owo otoczenie wydawane, a ściany łazienki skutecznie odgradzają od innych osób. No chyba, że idzie się do łazienki w towarzystwie drugiej osoby (na więcej osób zwykle brakuje miejsca), ale wtedy nie marnuje się czasu na abstrakcyjne myślenie. Niestety, wyjście spod prysznica, podobnie jak pobudka, sprzyja zapominaniu wszelkich genialnych myśli.

Ot, życiowa przewrotność. Na koniec, coby było mądrze, ciekawa sentencja, na którą dziś trafił Kniaź. Jej autorstwo przypisuje się imć Henry'emu Fordowi, a brzmi ona jak następuje: "Myślenie jest najcięższą ze wszystkich prac. Dlatego tak niewielu ludzi się w to angażuje". Nic dodać, nic ująć, jeno przyklasnąć.

Dziennik pokładowy


Link 17.11.2008 :: 20:47 Komentuj (0)
Pierwszy spokojny wieczór po czterech dniach imprezowania pod rząd. Było przyjemnie, zupełnie jak za "młodzieńczych" lat. Teraz tylko trzeba będzie to odespać. Kolejny weekend prawdopodobnie również upłynie imprezowo. No i bardzo dobrze, trzeba się bawić póki można. Kontynuując temat - zostało czterdzieści dni do sylwestrowego wyjazdu do Transylwanii, czas rozpocząć odliczanie. Zapowiada się ostra wampiryczno-pijacka zabawa.

Pewna katowicka wytwórnia płytową związana w muzyką metalową, wreszcie (po prawie 15 latach) postanowiła wydać na płytach kompaktowych, polskie kapele metalowe z lat osiemdziesiątych. Reedycji swoich nagrań doczekały się między innymi: Stos, Non Iron, Dragon, Destroyers czy Wilczy Pająk. Kniaź już liczy pieniądze na zakupy... i chce więcej.

Na zakończenie Kniaź chciałby napisać jakąś niebanalną refleksję, ale nie ma żadnej koncepcji. Inspiracja na gwałt poszukiwana. Póki jej nie będzie, póty prym będą wiodły takie przyziemne tematy, jak powyżej. :P